Kinky House we Włocławku – o co chodzi w sprawie, jak wyszła na jaw i co grozi oskarżonym
Kinky House we Włocławku to głośna sprawa karna, ponieważ śledczy łączą ją z przemocą, przymuszaniem kobiet do świadczenia usług oraz działaniem w ramach zorganizowanej grupy. Postępowanie wyszło poza lokalne media, gdy policja i prokuratura zaczęły ujawniać skalę zarzutów. W rezultacie dziś kluczowe pytanie brzmi: kto odpowie za proceder i na jakim etapie jest proces.
O co chodzi w sprawie?
Śledztwo dotyczy działalności agencji towarzyskiej działającej we Włocławku. Prokuratura opisywała mechanizm werbowania kobiet, a potem wymuszania na nich określonych zachowań. Ważnym aspektem jest zarzut działania w grupie, bo to zmienia ciężar odpowiedzialności i podbija zagrożenie karą.
Jak sprawa wyszła na jaw?
Służby nie podają szczegółów operacyjnych, jednak komunikaty wskazywały na działania policji i prokuratury, które doprowadziły do zatrzymań. Zazwyczaj w takich sprawach przełomem bywa zgłoszenie pokrzywdzonych albo ustalenia z pracy operacyjnej. W związku z tym na jaw wychodziły kolejne wątki, gdy śledczy przesłuchiwali świadków i analizowali materiał dowodowy.
Co miało dziać się za zamkniętymi drzwiami agencji?
Z przekazów prokuratury i mediów wynika, że sprawa nie dotyczy „zwykłej” prostytucji. Pojawia się wątek przemocy, szantażu i przymuszania, a także podejrzenia najcięższych przestępstw seksualnych. Jednocześnie część szczegółów pozostaje poza jawnością, ponieważ sąd chroni prywatność pokrzywdzonych.
Kogo zatrzymano i jakie postawiono zarzuty?
Śledczy postawili zarzuty trzem osobom: Tomaszowi S. (byłemu funkcjonariuszowi Służby Więziennej), Kamilowi A. (byłemu klerykowi) oraz Patrycji B. znanej jako „MadameDemon”.
Najcięższe zarzuty dotyczą Tomasza S. Prokuratura łączy go m.in. z kierowaniem grupą oraz szeregiem czynów seksualnych i przemocowych. Wobec pozostałych osób zarzuty mają dotyczyć m.in. ułatwiania i czerpania korzyści z prostytucji oraz innych czynów opisanych w akcie oskarżenia.
Na jakim etapie jest sprawa i co grozi oskarżonym?
Sprawa jest na etapie procesu sądowego. Co istotne, sąd wyłączał jawność rozpraw ze względu na charakter zarzutów oraz ochronę pokrzywdzonych.
W praktyce tylko Tomasz S. pozostaje w areszcie, więc on odpowiada „zza krat”. Natomiast Kamil A. odzyskał wolność, a Patrycja B. odpowiada z wolnej stopy.
Jeśli sąd potwierdzi najcięższe zarzuty, kary mogą być bardzo surowe. Ostatecznie jednak zadecydują dowody, ocena wiarygodności zeznań i opinie biegłych. Reasumując: proces dopiero pokaże, które elementy aktu oskarżenia utrzymają się w wyroku.





